Z prezesa inwestor
Grzegorz Bielowicki lubi robić to, co robi i to, o czym zawsze marzył, czyli pracować na własny rachunek. Po latach pracy na cudzym, od 1 stycznia 2005 r. stał się inwestorem. O tym, na co wyda zebrane w funduszu inwestycyjnym Tar Heel Capital pieniądze, opowiada Cezaremu Pytlosowi
![]() |
Dlaczego fundusz? Kto wpadł na taki pomysł? Pan, czy pana wspólnik Marcin Wysocki?
Trudno powiedzieć, kto faktycznie wpadł na ten pomysł. Parę lat temu Marcin pomagał mi w przejęciu, jeszcze dla Euroadu, gdyńskiej firmy transportowej Franck & Tobiesen. Okazało się, że mimo to, iż obaj mamy trudne charaktery, możemy wspólnie pracować - mamy podobny stosunek do interesów i życia.
Od pewnego czasu rozglądaliśmy się na rynku, szukając potencjalnych inwestycji, i tak znaleźliśmy Ceramique, a potem Radpol. Okazało się, że nie było problemów ze znalezieniem pieniędzy na te inwestycje. I tak powstał nasz Tar Heel Capital.
Jak zakłada się fundusz? Może najpierw jest spółka, wysyłanie ofert do inwestorów, zbieranie kapitału i inwestycje? A może ktoś przychodzi i proponuje środki finansowe, ufając, że będą dobrze zainwestowane?
Na to nie ma jednej recepty. W zasadzie należy zebrać pieniądze i znaleźć inwestycje. Sama rejestracja firmy to już prosta sprawa i należy ją dostosować do wymagań inwestorów i swoich własnych potrzeb. Zbieranie pieniędzy też może się odbywać na wiele sposobów. My zwróciliśmy się do znanych nam osób, przedsiębiorców ze Stanów, i zaproponowaliśmy wspólny biznes. Na pewno pomogło moje i Marcina doświadczenie - moje w prowadzeniu firm oraz dyplom dobrej amerykańskiej uczelni, a w przypadku Marcina doświadczenie w pracy dla funduszy venture capital. Najważniejsze było jednak osobiste wieloletnie doświadczenie w pracy z inwestorami ze Stanów i to, że inwestycja w Euroad zakończyła się dużym sukcesem. Nasi wspólnicy ze Stanów wzięli na siebie ciężar zbierania pieniędzy - my w Polsce jesteśmy w luksusowej sytuacji, gdyż nie musimy się o to w ogóle martwić.
Fundusz zarządza pieniędzmi amerykańskich i polskich inwestorów, czyje konkretnie są te środki?
To głównie pieniądze kilku prywatnych osób ze Stanów, w niewielkiej części także moje i Marcina.
Jaką kwotą zarządza fundusz?
W tej chwili mamy do wydania 30 mln dol., jeśli będzie potrzeba, bardzo szybko zbierzemy następne pieniądze.
Gdzie zarejestrowany jest fundusz?
Stanowi go kilka osób prawnych - jedna ma pieniądze i ta jest zarejestrowana w Stanach - bo tam są nasi Inwestorzy, druga to firma zarządzająca - i ta jest podmiotem polskim.
Na jak długo inwestujecie i jaka stopa zwrotu z inwestycji jest interesująca?
Inwestujemy zasadniczo na 3-7 lat, stopa zwrotu powinna być jak najwyższa i dla indywidualnego projektu zależy od wielu czynników, w szczególności od ryzyka powodzenia. Nie może być jednak niższa niż 30-35 proc. zainwestowanego kapitału rocznie.
W jakie branże gotów jest pan inwestować?
Podstawowym kryterium naszego wyboru jest możliwość generowania gotówki przez firmy, w które inwestujemy. Nie chcemy ograniczać swoich inwestycji do kilku branż, wierzymy, że w każdej jest miejsce dla szybko rozwijającego się lidera. Firmy, jakich szukamy, to raczej przedsiębiorstwa produkcyjne - w kraju takim jak Polska dodatkowo daje to duże możliwości rozwoju. Inwestujemy w firmy mające co najmniej 10 mln zł przychodów i szukające inwestycji pomiędzy 1 a 30 mln zł. Nie odrzucamy także inwestycji w przedsięwzięcia nowo powstające, ale taka inwestycja musi być związana z nową, niepowtarzalną technologią i unikalną wiedzą.
Na przykład biotechnologia lub lasery?
Rozważaliśmy jeden projekt związany z laserami, ale był jeszcze w bardzo wstępnej fazie, uniemożliwiającej szybkie zastosowanie w przemyśle, więc zrezygnowaliśmy. W Polsce jest wielu wspaniałych naukowców i powstaje dużo ciekawych pomysłów, z chęcią będziemy w nie inwestowali. W tej chwili jesteśmy bardzo zaangażowani w negocjacje dotyczące dwu przedsięwzięć będących przemysłowym zastosowaniem polskich wynalazków, mam nadzieję, że za parę miesięcy uruchomimy produkcję.
A media, internet?
Jak już mówiłem, nas interesują firmy generujące gotówkę. Jeśli w jakiś projekt internetowy czy też związany z mediami można zainwestować na warunkach porównywalnych do parametrów finansowych, jakie można uzyskać z technologii tradycyjnych, na pewno będziemy o tym rozmawiali. Nie będziemy jednak inwestowali tylko z powodu chwilowej mody na określone branże, w projekty nierentowne, nie generujące gotówki.
Tar Heel Capital jest już właścicielem Radpolu i Ceramique Polska, czy decydując się na te dwie inwestycje fundusz w ocenie ryzyka inwestycyjnego stosował wymienione kryteria?
Tak, Radpol istnieje od ponad 30 lat, a unikatowy charakter ma przede wszystkim dlatego, że jest to firma poszukująca, której oferta nie powiela ofert światowej konkurencji, ale wyznacza tendencje. Przed wielu laty zajmował się doświadczalną produkcją maszyn i urządzeń dla przemysłu kablowego.
Podobno Radpol idzie na giełdę?
Faktycznie, rozważaliśmy wprowadzenie Radpolu na giełdę. Jednak tempo, w jakim rosną wyniki spółki, jest oszałamiające. W 2004 r., przy 21 mln zł przychodu, zysk netto Radpolu przekroczył 4 mln zł i jest to dwa razy więcej niż dwa lata temu, gdy kupowaliśmy firmę. Nasze prognozy wskazują, że przez najbliższe co najmniej 3 lata tempo poprawy zysku będzie jeszcze wyższe. W sytuacji, gdy wiele, jeśli nie większość, debiutujących na GPW spółek, nie realizuje dużo mniej ambitnych prognoz, mieliśmy obawy, czy planowany przez nas wzrost wyników uzyska odzwierciedlenie w cenie akcji. Jednym słowem, doszliśmy do wniosku, że za 3 lata Radpol będzie wart kilka razy więcej i postanowiliśmy na razie nie dzielić się z nikim naszą spółką.
A Ceramique Polska?
Ceramique Polska to fabryka donic, która od prawie 50 lat w tradycyjny sposób zajmuje się przerabianiem czerwonej gliny. Po trzech latach potroiliśmy produkcję i staliśmy się największym dostawcą doniczek do polskich hipermarketów. W najbliższym czasie mamy zamiar zwiększyć naszą sprzedaż o kolejne kilkaset procent.
Interesujące są dla pana inwestycje do jak wysokich kwot?
Do 30 mln zł, chociaż w sytuacjach szczególnych możemy zebrać więcej. Zasadniczo jednak nasze inwestycje chcemy kierować do spółek średnich, które najszybszy okres rozwoju mają jeszcze przed sobą. Stąd właśnie optymalny dla nas przedział inwestycji to 2-20 mln zł.
Jak odnajduje się pan w nowej roli, już nie prezesa, lecz inwestora?
Nigdy nie byłem poważnym prezesem w komfortowym gabinecie. Oczywiście bardzo trudno mi odchodzić z Vosu, firmy, z którą jestem emocjonalnie związany. Jednak zawsze czułem się bardziej przedsiębiorcą niż prezesem. Dziś Vos Logistics Polska to duża firma, część międzynarodowej korporacji, i do kierowania nią potrzebna jest osoba z innym temperamentem niż ja. Z Vosu i Euroadu zabieram ze sobą wiele warte doświadczenie, z którym moja biznesowa reputacja pozostanie związana na zawsze. Zawsze chciałem pracować na swoim i stworzenie wspólnie z Marcinem Wysockim Tar Heel Capital to spełnienie tego marzenia. Praca w venture capital to nieustanne zmiany, nowe doświadczenie, dziesiątki poznanych ludzi i dużo emocji. O takiej pracy marzyłem, od kiedy rozpocząłem studia.
Nabieram podejrzeń, że z Vosu nie odchodzi pan z własnej woli? Zapytam więc wprost - może dostał pan propozycję nie do odrzucenia?
Trudno się tłumaczyć. Fakty są jednak takie: za 2004 r. Vos Polska miał najlepsze wyniki w historii, kolejny rok z rzędu nasz zysk i przychody wzrosły o kilkadziesiąt procent. Po odejściu z zarządu trafiłem do rady nadzorczej i nie pracuję w niej za darmo, cały czas mam w biurze swój pokój i jestem w Vosie parę razy w tygodniu.
Ale czy warto było spełniać marzenia? Ile pan zyskał?
Nie wiem, nie liczyłem. Nie zajmuję się windowaniem zarobków, jestem hedonistą i robię to, co lubię. A swoją pracę uwielbiam - jest nierozerwalną częścią mojego życia. Do tej pory zawsze miałem szczęście - robiłem to, co mnie interesowało. Teraz wykonuję to już na swój rachunek, a to jest jeszcze większa przyjemność. A że przy okazji można zarobić parę złotych na przyzwoite życie - to chyba dowód, że warto żyć w zgodzie z sobą i marzyć.
|
Termokurczliwi: |
|
Vos czytaj Euroad: |
Firma Pana Prezesa ucieka przed podatkami (Ceramique)
Super, że się tak Pan Prezes chwali. Ceramique Polska ma zaległości wobec instytucji podatkowych od 2003 r. Pracownicy firmy, zanim zostali zwolnieni, nie otrzymywali wynagrodzeń przez kilka miesięcy. Funkcjonowanie na rynku takich "zdolnych menadżerów" obnaża niemoc państwa.

wyślij





