Wynajem apartamentów, to coraz lepszy interes
Data: 2007-07-30
Biznesmeni chcą mieszkać wygodniej w "long-stay" apartamentów, a nie w hotelach
![]() |
|
Olaf Dzierżykray-Rogalski |
- Dla mnie najgorszy w hotelach jest brak kuchni. Ja dużo pracuję, często długo w nocy, nagle, np.o drugiej nad ranem, zachce mi się herbaty i wtedy w hotelu mogę ją dostać dopiero po skontaktowaniu się z room service. Stało się to dla mnie za bardzo uciążliwe. Poza tym, czy jest coś lepszego niż gotowanie we "własnej" kuchni? Hotele mają znamiona tymczasowości, są dla ludzi, którzy chcą w nich spędzić parę dni - dodaje Krzysztof.
Ale do Warszawy przyjeżdża także w celach biznesowych, np. na realizację projektu, która może być rozłożona w czasie na od sześciu do dziewięciu miesięcy. Wynająć hotel na taki termin to olbrzymi wydatek, no i niewygody, o których już wspominał. Wynająć mieszkanie? Nie wchodzi w rachubę, bo trzeba podpisać umowę i nieważne, na jaki okres, rok czy pół, tylko co z tym robić, jeśli projekt skończy się wcześniej?
Idea wynajmowania apartamentów na długi czy krótki okres (ang. long or short term flats) na zachodzie od dawna cieszy się wielkim zainteresowaniem. W Polsce biznes ten jest bardzo młody i jeszcze mało rozreklamowany.
K. Romanowski, choć jest specjalistą komputerowym, w internecie spędził około dwóch godzin, aby znaleźć dla siebie mieszkanie.
- W internecie udało mi się wyszukać dokładnie dwie firmy oferujące takie apartamenty, proszę mi wierzyć, używałem wszystkich możliwych haseł ogólnych, znalazłem więcej pod nazwami angielskojęzycznymi."
Odnalazł dwie firmy, wysłał e-mailem formularz, w którym sprecyzował dzień przyjazdu i wyjazdu, warunki, jakich oczekuje i otrzymał propozycje.
![]() |
|
Residence Diana |
![]() |
Trudno nie zauważyć, że idea powstania takich "usług", do jakich można zaliczyć wynajmowanie apartamentów na długi czy krótki okres, wzięła się od przyjeżdżających do Polski biznesmenów i inwestujących u nas firm zagranicznych. I to właśnie oni do dziś stanowią ponad 80 procent wynajmujących, Polacy to jak na razie około 20 procent. W czołówce krajów, które korzystają z apartamentów zamiast hoteli są: Niemcy, Wielka Brytania, Francja, Ameryka i Japonia.
Paulina i Olaf Dzierżykray-Rogalscy prowadzą wynajem apartamentów na krótki okres (minimum 3 dni, maksimum 3 miesiące) od paru lat. Zainwestowali w zakup kilku apartamentów, które dziś są ich własnością, a reszta? - jak mówi pani Paulina "od niedawna właściciele mieszkań, którzy np. opuszczają Polskę na jakiś czas, sami nas znajdują i powierzają je pod opiekę. Wtedy podpisujemy właściwą umowę i wynajmujemy je na określony czas (krótki termin), a w okresie, kiedy nie jest wynajęte, dalej się nim opiekujemy".
Dziś Państwo Dzierżykray-Rogalscy mają 10 apartamentów w różnych dzielnicach Warszawy.
![]() |
|
Paulina Dzierżykray-Rogalska |
Dlaczego? - Nie wiedziałem, że takie apartamenty w Polsce są. Moi biznesowi partnerzy z Niemiec uświadomili mi, że mam wejść na Internet, wstawić hasło "Warsaw apartments" i to wszystko. Zajęło mi to chwilę i miałem mieszkanie, z dala od centrum, jak lubię, z pełnym serwisem. Ja przebywając w hotelu dłużej niż dwa tygodnie czułem się jak w więzieniu. A tu mam duży stół, na którym stoją dwa komputery i leżą sterty papieru, (w hotelu masz małe biurko, no chyba że wynajmiesz suit), kuchnię, do której mogę zajrzeć, kiedy chcę, no i pewność, że nikt nie wciska nosa w moje rzeczy osobiste. Ray był zdziwiony tylko tym, że większość apartamentów, które znalazł, oferowały wynajem na krótki okres.
Ray powiedział: - Zdziwiło mnie to, bo np. w Kalifornii, właścicielom opłaca się wynajmować tylko na długie terminy. Mają gwarancję, że lokatorzy będą dbali o mieszkanie, w którym chcą mieszkać długo, i że jest gwarancja stałej opłaty.
W Polsce jest inaczej, większość takich firm wynajmuje apartamenty na krótko, bo to się opłaca mówi pani Paulina. Przy dłuższym pobycie trzeba zaniżyć cenę. Poza tym mogą wystąpić problemy prawne. Jeśli ktoś z lokatorów postanowi nagle zostać na dłużej, to trudno go się pozbyć z mieszkania. Nam na szczęście to się jeszcze nie zdarzyło, ale znamy takie wypadki.
Z takimi problemami nie borykają się duże renomowane firmy, jak np. Orco Property Group, które zainwestowało w hotel Le Regina, a potem postanowiło poszerzyć własny typowo hotelowy biznes o kompleks biurowo-apartamentowy - Rezydencje MaMaison Diana. Budynek ten znajduje się w centrum Warszawy, przy ul. Chmielnej 13A, ale goście atmosferę mają iście prywatną. Jest specjalny wjazd dla samochodów, parking podziemny dla gości, sporo zieleni wokół, no i cisza mimo tętniącej życiem części Warszawy.
Marta Glijer, specjalistka ds. sprzedaży: - Rezydencja Diana została otwarta w kwietniu 2005 roku. Firma Orco Property Group zajęła się restauracją unikatowych architektonicznie budynków, między innymi tego, w którym obecnie jesteśmy. Z oryginalnej kamienicy z pocz. XIX wieku, powstał luksusowy apartamentowiec z 46 pokojami o pow. od 45 do ponad 100 metrów kwadratowych.
I jak mówi dyrektor generalny Residence Diana Agnieszka Tucharz: - Zarząd firmy Orco postanowił się skupić na unikatowych projektach, tzw. niszowych, czyli stworzyć coś, co będzie łączyło funkcje biurowo-rezydencyjne i miało zupełnie inną atmosferę niż hotele.
Potrzebny nam jest psychiczny komfort
Państwo Aude Fauvage i Nicolas Beckers przyjechali do Polski na cztery miesiące, pochodzą z Francji, ich firma wynajęła im apartament w Residence Diana. Atmosferę panującą tutaj nazywają "homey", po prostu domową. - Nie wyobrażam sobie mieszkać przez cztery miesiące w hotelu, w jednym pokoju. Muszę mieć przestrzeń, komfort. Oboje z mężem dużo pracujemy poza granicami i mieszkanie w takich apartamentach pozwala nam czuć się jak w domu.
Jak wychodzi porównanie tego młodego przecież biznesu w Polsce z ofertami innych krajów? Aude Fauvage: - Dla mnie nie ma żadnej, jest profesjonalna obsługa, personel mówi różnymi językami, apartamenty są ulokowane w centrum miasta, a jednocześnie jest tu taka cisza, wszędzie blisko."
W Warszawie można dziś znaleźć apartamenty, które zaspokoją prawie wszystkie zachcianki i wymagania klienta. Nieważne, czy wynajmują je prywatne osoby, jak państwo Rogalscy, czy duże korporacyjne firmy, każdy chce zaoferować klientowi to, co ma najlepszego. A klienci są różni i bywają wymagający.
"Warszawa jest takim specyficznym miejscem, do którego przyjeżdża się w celach biznesowych, zawodowych. Tak więc największą grupę u nas stanowią tzw. top management, czyli najwyższy szczebel. Mamy tu ludzi z całego świata, niektórzy mają wymagania, choć może lepiej nazwać je prośbami. Np. kiedyś poproszono nas o udekorowanie pokoju tylko różami, załatwienie limuzyn, bo gość miał zamiar się oświadczyć.
Dla innego klienta musieliśmy przemeblować pokój, bo miał ze sobą pianino. Na dodatek trzeba było zadbać o to, by jego granie nikomu innemu nie przeszkadzało. Większość tych próśb spełniamy - mówi Agnieszka Tucharz. Czy można powiedzieć, że w tym stosunkowo młodym biznesie w Polsce konkurencja rośnie szybko? Agnieszka Tucharz: - Nie do końca, nie zauważyliśmy takiej typowej konkurencji. Jest coś, co jest zbliżone do naszej oferty, ale to nie to samo.
Residence Diana to budynek w samym sercu Warszawy, każdy z apartamentów zaprojektowany jest indywidualnie. Od rozmiaru do wystroju wnętrza, każdy najbardziej wyrafinowany gust znajdzie tu coś dla siebie.
Podobnie jak w apartamentach oferowanych u państwa Rogalskich. Można je wynająć w różnych dzielnicach, różnych metrażach, z dostępem do Internetu.
Rayowi Rodriguezowi tak spodobał się ten biznes, że zaczął się zastanawiać nad tym, czy nie namówić swoich partnerów, którzy spędzają sporo czasu w Warszawie na zakup budynku, w którym można by odremontować mieszkania i zacząć je po porostu wynajmować na długie terminy.
No i konkurencja jednak rośnie.
Komentuj

wyślij











